niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 23

Wyatt nie mógł przestać się uśmiechać.
Nie przejmował się młodym wiekiem ani swoim ani Harrego była tylko jedna sprawa o której teraz myślał. Wiedział że wszystko dzieje się w zawrotnym tempie dlatego musiał nadać ich życiu trochę normalności.
Dlatego teraz zamiast pomagać rodzinie szukać informacji o nowym zagrożeniu stał u jubilera i wybierał pierścionek. Musiał znaleźć coś specjalnego, coś co pokazało by Harremu jak bardzo go kocha i jak bardzo cieszy się z tego co się stało. Jednocześnie zdawał sobie sprawę że chłopak nie do końca mu ufa i tak łatwo jest go wystraszyć. A on nie przeżyłby gdyby stracił ukochanego i dziecka w tym samym czasie.
Co najdziwniejsze to to że nie obawiał się tego Dumbledora mimo że już wiedział jak bardzo jest niebezpieczny. Bardziej bał się że zrobi coś nie tak  i Harry zniknie z jego życia tak niespodziewanie jak się pojawił. W końcu udało mu się wypatrzeć to czego szukał. Teraz był w pełni zadowolony i szczęśliwy.  Nie obchodziło go nawet to że na razie nie może powiedzieć niczego rodzinie. Oni dowiedzą się wszystkiego w swoim czasie. A na razie ma coś tylko swojego.... coś wspaniałego.

Harry chodził z jednego końca strychu na drugi z Księgą Cieni w ręce kartkując ją co chwilę. Szukając jakiejś odpowiedzi, zaklęcia czy eliksiru. Czegoś co da mu odpowiedź. Jak dla niego wszystko działo się stanowczo za szybko. W takich chwilach bardzo brakowało mu rodziców. Gdyby chociaż mógł raz z nimi porozmawiać, poradzić się
-A tu jesteś- do pomieszczenia wszedł Chris- Stało się coś?- Zapytał wskazując na księgę
-Nie ja tylko.... - wziął głęboki oddech- Chris jest może jakieś zaklęcie... cokolwiek co może mi... u nas nie można tego robić ale przypuśćmy, że chcę porozmawiać ze zmarłymi...
-Wy nie możecie tego zrobić?- Zdziwił się chłopak- Wasza magia jest całkiem bez użyteczna. Daj mi książkę i rozstaw krąg za świec na dywanie za chwilę wezwiemy....
-Moich rodziców- wyszeptał zawstydzony Harry
-Nie ma sprawy- Chris uśmiechnął się do niego. Uważał że Wyatt wybrał właściwie i od razu bardzo polubił swojego przyszłego szwagra, jego brat wydaje się o niebo szczęśliwszy czego oczywiście nie powie mu nawet pod wpływem tortur- Chodź tu i daj mi rękę- Harry w oka mgnieniu znalazł się obok i spełnił jego prośbę- A teraz zamknij oczy i myśl cały czas intensywnie o rodzicach. Co prawda nigdy nie wzywałem nie swoich przodków ale powinno się udać
-Trzymam kciuki- uśmiechną się do niego raz jeszcze i w końcu zacisnął powieki myśląc tylko o mamie i tacie. To musiało się udać.
Przez kilka chwil nic się nie działo a później zawiał lekki wiatr i Harry otworzył oczy. Tego się nie spodziewał. Przed nim materializowali się jego rodzice. Po policzkach od razu spłynęły mu łzy
-Mama. Tata- wyszeptał i podszedł bliżej
-Witaj synu- odezwał się James wychodząc z kręgu i przybierając cielesną postać
-Ale ty wyrosłeś- Lily poszła w ślady męża i już obejmowała.
Nikt nie zwrócił uwagi na to że Chris opuścił strych pogwizdując wesoło
-Tacy jesteśmy z ciebie dumni- James poprowadził płaczącego Harrego na kanapę
-Na prawdę?- Podniósł oczy na ojca
-Oczywiści skarbie- Lily odgarnęła mu włosy z czoła i ucałowała bliznę- Wiemy że nie było ci łatwo a jednak wyrosłeś na wspaniałego młodego mężczyznę
-Dziękuję- rozpromienił się nieznacznie- Ale muszę wam coś powiedzieć.... Bo ja... Jestem związany z Wyattem Halliwell'em i jestem z nim w ciąży
-O kochanie to wspaniała wiadomość- Lilly uważnie przyglądała się synowi- Nie rozumiem co cię tak martwi
-Bo ja nie wiem czy sobie poradzę.. a co jeśli nie nadaję się na bycie rodzicem- nie podnosił na nich wzroku
-Harry- James podniósł jego głowę i zmusił by syn patrzył mu w oczy- Jesteś moim dzieckiem. Jesteś silny i na pewno sobie poradzisz. No i nie jesteś sam
-Tak bardzo za wami tęsknie- wtulił się w ojca a mama usiadła obok głaszcząc go po włosach
-Kiedy tylko będziesz nas potrzebował poproś kogoś zawsze odpowiemy- Lilly patrzyła na swojego przyszłego zięcia który stał w drzwiach i ukradkiem ocierał łzy. Gdy Chris powiedział mu że zostawił Harrego samego w pierwszej chwili chciał go zabić ale teraz nie żałował chociaż chciał być tym który pokaże mu to zaklęcie pierwszy
-I masz mnie skarbie- odezwał się w końcu- A ja nigdzie się nie wybieram- podszedł do kanapy- Pani Potter, Panie Potter
-Wyatt pamiętaj może i jestem martwy ale jeśli coś mu się stanie jemu albo mojemu wnukowi popamiętasz mnie- James znów zrobił groźną minę ale jego żona przytuliła do siebie mężczyznę
-Cieszę się że to ty dałeś naszemu małemu synkowi szczęście- pocałowała go w policzek- I nie martw się James lubi tylko głośno krzyczeć tak na prawdę jest łagodny jak baranek- Na to cała czwórka roześmiała się ostatecznie przełamując lody a Harry zapragnął by tak było już zawsze. Niestety to marzenie nigdy się nie spełni
-Musimy wracać- James wcale nie chciał tego mówić ale nie miał wyboru takie są zasady
-Już?- Harry mimo że bezpieczny w objęciach ukochanego nie miał zamiaru tak szybko się z nimi żegnać
-Niestety- Lilly popatrzyła na niego smutno- Pamiętaj jesteśmy zawsze na wezwanie- pocałowała syna w policzek i uściskała dodając otuchy
-I jak opowiem o tym Syriemu Remiemu to oni też złożą ci wizytę- James próbował żartować ale i on nie chciał odchodzić tak szybko
-Uściskajcie ich ode mnie- Harry nie mógł patrzeć jak jego rodzie znikają dlatego gdy zbliżali się do kręgu ukrył twarz w piersi Wyatta i z całej siły starał się nie płakać.
-Chodź kochanie musisz być głodny- po paru chwilach kompletnej ciszy mężczyzna odważył się odezwać
-Nie bardzo- Harry podniósł na niego wzrok- Ale mam ochotę na kakao koniecznie z bitą śmietaną- uśmiechnął się do niego. Wyatt nie mógł się powstrzymać i cmoknął go w nos co wywołało słodki chichot
-Jak sobie życzysz kochanie- i przeniósł ich do kuchni. Postanowił na razie nie wspominać o pierścionku to było by za dużo a oni mają jeszcze czas na zaręczyny. Chciałby też żeby w tym dniu Harry myślał tylko o nim i o ich wspaniałej przyszłości a nie o smutnej przeszłości i o tym że nie ma na co dzień rodziców.



################################################################################
Kochani mój wen zastrajkował i powiedział że jeśli nie będzie 10 komentarzy to notka na jakimkolwiek blogu pojawi się dopiero w przyszłym roku. Dlatego bardzo liczę na wasze opinie:)

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 22

Harrego obudził lekki pocałunek w kark i od razu przypomniał sobie gdzie się znajduje i z kim.
Przez chwilę czekał na powrót paniki nie ruszając się ale nic takiego się nie działo wiec z uśmiechem odwrócił się twarzą do kochanka
-Mam nadzieję że nie zrobiłem ci krzywdy- Wyatt patrzył na niego uważnie z miłością ale i troską w oczach
-Nie- dotknął jego twarzy- było wspaniale zastąpiłeś złe wspomnienia dobrymi- pocałował go- dowiedziałeś się wczoraj czegoś?- Zmienił temat bo wiedział że walka z Dumbledorem zbliża się wielkimi krokami nawet jeśli bardzo tego nie chciał
-Mama ma kilka przydatnych informacji a ciocia Pheobe już wczoraj była w swoim nastroju- na to obaj się roześmiali
-Więc lepiej nie wchodzić jej w drogę- przyznał po chwili Harry- Masz szczęści wszyscy tu....- posmutniał
-Kochanie to jest też twoja rodzina- pocałował go- I gdy będziemy mieli dziecko ono też będzie otoczone miłością.... nawet jeśli któremuś z nas coś się stanie- musiał dodać to ostatnie po doświadczeniach Harrego z jego własną rodziną tego też się obawiał
-Wiem- Chłopak próbował wstać bardzo powoli ale to nie na wiele się zdało i tak się skrzywił
-Pomogę ci.... kurcze- westchnął- Chris mnie wzywa i tak dobrze że tu nie wpadł
-Idź ja wezmę prysznic i też wrócę... Wyatt- zatrzymał go jeszcze- Czy wczoraj.... myślisz że mogliśmy....
-Nawet jeśli tam już coś rośnie- położył rękę na jego płaskim brzuchu- to nie ma obawy- pocałował go- zaopiekuję się tobą ja i moja rodzina. Kocham cię i nawet jeśli to jest trochę wcześnie wszystko będzie dobrze obiecuję ci- jeszcze raz przytulił go do siebie i zniknął.

Ale Harry zaczął się martwić. Owszem zawsze chciał mieć rodzinę ale to było dla niego stanowczo za wcześnie. Wczoraj podjął decyzję jakby z miejsca zapominając że w jego przypadku mogą być konsekwencje. A Wyatt nie pomagał to nie on będzie dziwadłem przez kilka kolejnych miesięcy. Nie zależnie czy stanie się to teraz czy w przyszłości
-Leo!- Krzyknął i mężczyzna pojawił się obok w oka mgnieniu, mimo że był bardzo zażenowany to wolał z kimś porozmawiać nawet jeśli jego jedyną opcją był ojciec własnego kochanka
-Harry- mężczyzna uśmiechnął się do niego- Wszystko dobrze?
-Właściwie to chciałem o coś zapytać- zarumienił się nagle- i przepraszam że rozmawiam o tym z tobą ale nie mam nikogo innego...
-Harry możesz powiedzieć mi o wszystkim- usiadł obok niego
-Bo ja i Wyatt.... Leo jako Duch Światłości czy możesz sprawdzić....
-Czy jesteś w ciąży tak?- Mężczyzna ulitował się nad nim
-Tak- spuścił wzrok, ta rozmowa była gorsza od tych które odbył ze szkolną pielęgniarką
-Myślę, że nie masz się o co martwić ja też widziałem przyszłość- uśmiechnął się do niego- Co prawda....
-Leo proszę cię- przerwał mu coraz bardziej zmartwiony
-Sądzę że niedługo poznasz też zmarłych członków rodziny Patty i Pam nie odpuszczą ceremonii a wasze dziecko będzie darem
-Więc jednak- teraz miał w oczach łzy
-Harry to nie jest powód do smutku... co prawda Piper chyba nie chce jeszcze zostać babcią co nie zmienia faktu że kocha cię jak syna i chce dla was jak najlepiej
-Ale Wyatt....
-Mój syn również cię kocha i będzie szczęśliwy.... ale sam mu to powiesz- dokończył szybko
-A co z Dumbledorem... ja wiem że on zaatakuje
-I poradzimy sobie- Leo objął go- Kiedy miał urodzić się Chris groziło nam wszystkim ogromne niebezpieczeństwo ale widzisz nas tu wszystkich całych i zdrowych
-Jesteście rodziną to co innego- Harry czuł się  trochę jakby wpadł w pułapkę z jednaj strony bardzo się cieszył ale co będzie jak go znienawidzą nie poradzi sobie sam no i kto wpada za pierwszym razem Wyatt mógł mówić że jest gotowy ale to wcale nie musi być prawda
-Jesteśmy też twoją rodziną- odezwał się Wyatt zajmując miejsce ojca obok ukochanego- I nie martw się na zapas to szkodzi tobie i naszemu maleństwu- pocałował go- Tato możesz nikomu nie mówić... jeszcze nie teraz- popatrzył na Leo prosząco
-Oczywiście- uśmiechnął się- Przygotuję pokój w Szkole
-Po co?- Zdziwił się Harry
-Ty już swoje w życiu wywalczyłeś- Wyatt wziął go na ręce- Pozwól zająć się tym swojej rodzinie... mi- dokończył patrząc mu głęboko w oczy
-Ale... co będzie jeśli....- nie dokończył bo blondyn pocałował go namiętnie
-Skarbie my tu i twoi przyjaciele tam... na prawdę nie będą wiedzieć co ich uderzyło- chciał żeby Harry mu uwierzył i żeby nie walczył
-Ale jak tylko pojawią się kłopoty pomogę wam
-Obiecuję- skłamał Wyatt i przeniósł ich do domu.

Wyatt był szczęśliwy oczywiście bał się trochę może nie samej reakcji rodziny ale tego czy sobie poradzi.
Po pierwsze Harry wciąż był jeszcze tak bardzo nie pewny siebie no i to nowe zagrożenie. Nie żałował jednak ostatniej nocy i tego co się stało. Będzie najlepszym ojcem i mężem na jakiego będzie go stać ma przecież tyle dobrych przykładów koło siebie i tony potrzebnego mu wsparcia. Nauczy Harrego jak bardzo go kocha i jak bardzo chcę tego wszystkiego nawet jeśli jest to niespodzianka.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 21*


Rozmowa z przyjacielem wprawiła Harrego w bardzo dobry nastrój mimo, że musieli się szybko rozstać. Teraz siedział w sypialni i raz za razem przywoływał w pamięci kilka ostatnich godzin. Wszystko działo się tak bardzo szybko, że wciąż jeszcze nie każdy szczegół do końca do niego dotarł. Nagle przestał się uśmiechać. Coś co powiedział Wyatt właśnie zakołatało się w jego głowie...
- Wyatt!- Krzyknął i nim dźwięk przebrzmiał, pojawił się przed nim mężczyzna.
- Co się stało?- Zapytał, rozglądając się po pokoju i szukając oznak niebezpieczeństwa.
- Masz czas? - Popatrzył na blondyna uważnie.
- Dla ciebie zawsze, skarbie - usiadł obok i pocałował w policzek.
- Widziałeś naszą przyszłość...- Harry usiadł mu na kolanach - Nie chcę, żeby o moim życiu decydował ktoś inny.
- Harry - Wyatt ujął jego twarz w dłonie i spojrzał głęboko w oczy - Kochanie widziałem nas.. szczęśliwych, zakochanych no i... tak byłeś w ciąży.
- Ale.... Wyatt ja nie chcę... nie teraz... i twoja rodzina, co oni na to?
- Sam widziałeś, wszyscy się cieszyli - uśmiechnął się do niego - I przecież nie będę cię zmuszał. Jeśli mam czekać i 50 lat, żeby stworzyć z tobą rodzinę poczekam - tym razem pocałował go w usta.
- Chyba wtedy się nie uda - roześmiał się Harry.
- Wszystko się okaże - jeszcze jeden całus.
- Wyatt...- Wziął głęboki oddech - Zabierz mnie dziś, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.
- Czemu?- Zapytał unosząc brwi.
- Nie chcę, żeby ktoś nam przerywał... znaczy nie wiem czy się zdecyduje - zarumienił się.
- Dziękuję skarbie - jeszcze raz go pocałował, ale tym razem trochę bardziej zaborczo - Wszystko czego chcesz... ale teraz muszę wracać do szkoły, mama jeszcze chce przejrzeć tony książek. Ciocia Pheobe i Mel powinny wrócić za chwilę - zsadził go z kolan - Jeśli czegoś jeszcze będziesz chciał po prostu krzyknij.
- Nie będę ci już przeszkadzał - obiecał Harry i znów się rozpromienił. W tej wizji przyszłości przynajmniej nie było śmierci, ale nie zamierza brać tego za pewnik. Może nie zna się za bardzo na związkach, ale wiedział, że trzeba ciężkiej pracy aby się udało, nawet jeśli dwoje ludzi kocha się tak bardzo jak oni. Wyatt nie mógł doczekać się powrotu do domu... a właściwie pragnął już porwać Harrego do leśniczówki wujka. Nie chciał go jednak przestraszyć. Miał przecież pełne prawo odmówić tylko że on raczej nie poradzi sobie z własnym pożądaniem. Nigdy jeszcze nie chciał kogoś tak bardzo jak tego chłopca. Na początku zwyczajnie mu się podobał, ale też niemal jednocześnie skradł jego serce. Z każdym dniem kochał go coraz bardziej. Był jednak tylko człowiekiem i miał swoje potrzeby dlatego zadba o to, żeby Harry się nie wycofał, a jeśli nawet to nie pomoże przyjmie to z godnością.
Musiał być na to przygotowany. Nigdy jeszcze nie miał do czynienia z ofiarą molestowania czy gwałtu. Jednak odkąd się dowiedział, gromadzi na ten temat wszystkie możliwe informacje na ten temat i w teorii wiedział jak się zachować. Oby w praktyce było tak samo.
- Harry jesteś tu?- Zapytał materializując się w sypialni.
- Kąpię się! - Odkrzyknął chłopak z łazienki i Wyatt usłyszał szum lejącej się wody.
- Idę do Leśniczówki zawołaj jak skończysz - uśmiechnął się mężczyzna.
- Dobrze - z drugiego pomieszczenia dało się słyszeć cichy śpiew chłopaka. Wyatt pokręcił głową i czym prędzej przeniósł się do lasu. Harry z każdą minutą coraz bardziej go kusił i dla swoich osobistych, niezbyt szlachetnych powodów chciałby żeby w przeszłości ukochanego nie było tych złych wspomnień. Chciał aby był w pełni świadomy jak na niego działa. Niestety nie był, a jego zaczęła już boleć głowa ze zdenerwowania. Tej nocy musiał się wykazać najwyższa samokontrolą. Nie
wybaczy sobie jeśli go wystraszy chociaż w małym stopniu. Domek był niewielki,  ale przytulny. Wyatt już wcześniej zrobił zakupy, teraz musiał posprzątać i chociaż
chciał, żeby było romantycznie z jakiegoś powodu świece i łagodna muzyka wydawały mu się bardzo nie trafionym, wręcz przytłaczającym pomysłem. Zadbał za to o kwiaty, które Harry uwielbiał. Sypialnia wypełniła się tysiącem róż i lilii. Zdobył się też na przyćmione światło i szampan. Teraz pozostało mu tylko czekać i miał nadzieje, że już nie długo, bo na samą myśl jego penis stawał na baczność i był bardziej niż gotowy do akcji.
- Pięknie tu - na te słowa Wyatt omal nie wyskoczył ze skóry, odwrócił się gotowy do walki
- Skarbie miałeś....- Harry uciął jego słowa jednym słodkim pocałunkiem.
- Nie wiem na ile starczy mi odwagi – szepnął, gdy się od siebie oderwali i mężczyzna zobaczył, że stoi przed nim w samym szlafroku. Głośno przełknął ślinę- Nawet nie wiem, czy robię to dobrze - z każdym słowem robił krok bliżej łóżka, nie przestając patrzeć Wyattowi w oczy - Ale chcę to zrobić...ufam ci - materiał opadł, a on wślizgnął się pod koc, rumieniąc wściekle. Wyatt tylko przez kilka chwil nie bardzo wiedział co robić. Po prostu stał i patrzył. Ale zaklęcie skończyło się, gdy Harry zakrył się po same uszy. To sprawiło, że zaczął się rozbierać z prędkością światła.
- Nie musisz się wstydzić skarbie - uśmiechnął się gdy kładł się obok - Pamiętaj jeśli chcesz przestać albo coś zmienić, powiedz mi.
- Wiem - uśmiechnął się i przytulił do ukochanego mężczyzny - Ale ja....
- W porządku nie martw się, wszystko będzie dobrze - pociągnął go na siebie i ułożył na swojej piersi - Zrobimy to tak, żebyś nie czuł się przytłoczony - sięgnął do jego krocza bardzo powoli – zaczął pieścić już nabrzmiałą erekcją Harrego. Ten nie pozostał mu dłużny. Z uśmiechem spojrzał w dół, między ich ciała i zaczął naśladować jego ruchy. Wyatt całował szyję i ramiona kochanka, druga ręką
bardzo wolno zjeżdżała wzdłuż jego pleców na pośladki. Zaczął je delikatnie masować. Harry jęknął, gdy ten ścisnął je mocniej. Obie erekcje ocierały się o siebie, powodując koncert cichych westchnięć mężczyzn.
- Nie bój się teraz - Wyatt wsunął język do ust Harrego całując go z całą pasją na jaką było go stać. Ale nie to sprawiło, że chłopak zadrżał. Mężczyzna zrobił dokładnie to samo ze swoim palcem, bardzo delikatnie, powoli torującym sobie drogę w jego ciasnym kanaliku- W porządku?- Zapytał, przestając i patrząc mu w oczy.
-Tak - Harry uśmiechał się. Nie bolało i nie było tak nieprzyjemnie jak myślał, że będzie.
- Cieszę się – Wyatt skubnął płatek jego ucha - A teraz połóż się na brzuchu- Chłopak w oka mgnieniu wykonał polecenie. Kochanek usadowił się między jego rozchylonymi nogami i nachylił się nad jego pośladkami, sięgając językiem do dziurki.
- Wyatt! - Krzyknął zaskoczony Harry.
- Ci... to pomoże - szepnął i raz jeszcze wsunął język w szparkę, tym razem troszkę głębiej. Jego ręce błądziły po plecach, nogach i pośladkach chłopaka. Po kilku minutach Harry zaczął mieć kłopoty z oddychaniem i nie mógł już utrzymać się bez ruchu w jednym miejscu. Erekcja coraz boleśniej wbijała się w materac. Wyatt mógł się tak bawić godzinami. Słuchać jego ochrypłego głosu, smakować tej części ciała która była najbardziej prywatna. Cały ten wieczór był niemal idealny. W końcu jednak i on sam bardzo chciał dojść, a nie zamierzał robić tego w ten sposób. Zmienił pozycję i Harry znów siedział mu na biodrach.
- Unieś się - chłopak patrząc mu w oczy wykonał polecenie - A teraz bardzo powoli- nim skończył to mówić czubek jego penisa znalazł się we wnętrzu kochanka. Obaj jęknęli i Harry zrobił coś, czego chyba żaden do końca się nie spodziewał. Po prostu wsunął w siebie cały członek i siedział mu teraz na jądrach. Wyatt zaczął się ostrożnie poruszać i przytulił chłopaka do siebie. Wiedział, że za chwilę
wszystko się skończy, nie zależnie jak bardzo chciał zatrzymać ten moment.
Harry jeszcze nigdy nie czuł się tak wspaniale i nie zamierzał powstrzymywać radości dlatego był coraz głośniejszy, co mężczyzna zdawał się lubić. Gdy ruchy bioder Wyatta przyspieszyły, nie mógł się już powstrzymać i z głośnym okrzykiem wystrzelił na jego brzuch. Mężczyzna czując lepką substancję, sam już nie miał siły się powstrzymać i uderzając raz ostatni prostatę kochanka doszedł, całując go namiętnie.
- Wszystko dobrze kochane? – Zapytał, gdy tylko złapał oddech.
-Tak - Harry przysunął się jeszcze bliżej - nie mogłem marzyć o lepszym pierwszym razie – pocałował go czule w policzek. Po chwili spał już w najlepsze.
- Kocham cię - szepnął jeszcze Wyatt, przykrywając ich i on też odpłynął w zasłużony sen, szczęśliwy i spełniony.

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział 20


Drogę do domu Wyatta pokonali szybko w milczeniu. Harry cieszył się na widok przyjaciół, ale bał się spotkania ze swoją przeszłością i przyszłością. George obserwował swojego młodego przyjaciela. Chłopak bardzo się zmienił, jakby wydoroślał, a jednocześnie zdawał się być takim samym słodkim, przestraszonym dzieciakiem, to było coś niesamowitego, ale i smutnego, miał tylko nadzieję, że ten blondyn będzie dla niego dobry. Nikt tak jak Harry nie zasługuje na szczęście.
- Jesteśmy - odezwał się Wyatt, parkując przed dużym, różowym domem.
-To twój dom?- Zdziwił się Oliver.
- Mieszkam z rodziną – Odpowiedział czarodziej i wyszedł z samochodu. Nowo poznani nie byli źli, ale nie ufał im też do końca, bał się, że będą próbowali namówić Harrego, żeby z nimi wrócił, dlatego postanowił, że po pierwsze nie zostawi ich samych, a po drugie zaznaczy swoje terytorium. Obiegł auto i otworzył drzwi Harremu uśmiechając się łagodnie. Na co ten spłonął ślicznym rumieńcem.
- I oni wszyscy nam pomogą?- Zapytał George.
- Oczywiście. Nam już prababcia mówiła, że się znajdziemy w rodzinie - Wyatt nie patrzył jednak na niego.
- Ale tylko dorośli- poprosił Harry.
-Wątpię, żeby mama i ciotki zgodziły się na coś innego - uśmiechnął się do niego- Zapraszam – otworzył drzwi przed gośćmi. George był zachwycony domem, ale nic nie mówił. Miał nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wróci.
-Tato! Chris!- Krzyknął nagle Wyatt, gdy znaleźli się w salonie.
- Wyatt nie krzycz- Harry prztulił się do niego i zamkną| oczy.
-Boli cię głowa? – Zapytał, patrząc z troską na ukochanego.
-Trochę – przyznał, ale ich rozmowę przerwało pojawienie się Leo i Chrisa. Ten ostatni wyglądał na złego, ubrany w strój do ćwiczeń, spocony z słuchawkami na uszach.
- Co jest? – Zapytał niechętnie, patrząc na brata i dopiero teraz zorientował się, że nie są sami.
-To Oliver Wood i Geroge Wersley - odezwał się Harry, wskazując na przybyszów- Byli kilka lat przede mną w szkole.
- Witajcie - Leo uściskał im dłonie - James powiedz czego potrzebujecie.
- Czas chyba, żeby wszyscy dowiedzieli się prawdy - chłopak bał się tego. Zbladł nieznacznie i usiadł na kanapie . Wyatt natychmiast usadowił się obok i objął Harrego. Ten natomiast po krótkiej chwili wahania przeniósł się na jego kolana i ukrył twarz w jego szerokiej ciepłej piersi.
- Prawdę?- Zapytał w końcu Chris. Nie lubił nie wiedzieć czegoś ważnego.
-Tak - Wyatt spojrzał na brata trochę zirytowany - Ale najpierw ktoś musi iść po mamę, ciotki i wujków.
- Ja to zrobię - Leo zniknął nagle.
-To lepsze niż teleportacja - wyrwało się Georgowi- Na pewno bezpieczniejsze.
-Tak - przyznał mu Harry i w tym momencie zaczęli pojawiać się członkowie rodziny Wyatta. W najróżniejszy sposób. Mimo to ani Oliver, ani George już się nie odzywali chociaż na pewno mieli dużo pytań. Teraz jednak opowieść Harrego była ważniejsza.
-Co się dzieje?- Zapytała jedna z kobiet, siadając na najbliższym fotelu.
-Paige....- Zaczął Leo.
- Czas żebyście dowiedzieli się prawdy- przerwał mu Harry martwym głosem nie ruszając się jednak z miejsca. Potrzebował teraz wsparcia ukochanej osoby. A Wyatt był takim kimś. Jego dotyk sprawiał, że był spokojniejszy i bardziej pewny siebie.
- Wszystko będzie dobrze - zapewnił go mężczyzna, całując w czoło i policzek.
-To długa historia, więc proszę, by wszyscy usiedli i nie przerywali mi - podjął znowu i popatrzył na zebranych. Wszyscy pokiwali głowami. Wszystko zaczęło się jeszcze przed moim urodzeniem.....Dwie godziny później w końcu zamilknął, ale nie odważył się podnieść wzroku. W miarę jak mówił ramiona Wyatta dawały mu coraz większy komfort. Teraz nie rozkleił się tylko dzięki nim. Zdawał sobie sprawę, że o większości sprawach Oliver i George nie wiedzą. Nikt się nie odezwał, ale nagle poczuł czyjeś jeszcze ręce obejmujące go i podniósł wzrok. Piper płakała, ale nie była jedyną osobą, która była w takim stanie. Zdał sobie sprawę, że Wyatt mamrocze coś pod nosem i nawet Henry ociera ukradkiem łzę.
- I teraz oni na ciebie polują?- Odezwał się Coop.
-Tak, a ja byłem na tyle głupi, że użyłem magii - odpowiedział Harry.
- Wiedziałeś?- Pheobe zwróciła się do Leo.
-Tak - mężczyzna wyglądał jakby był czemuś winny- Starsi wyznaczyli Wyattowi misję. Oni musieli się spotkać.
- Jak mogłeś nic nie powiedzieć?! - Piper była zła na męża.
-Harry jest nam potrzebny... ale zadanie miał wykonać Wyatt...
- A więc jednak miałem racje - Coop podszedł do kanapy- Siła waszej miłości jest większa niż ja, czy jakikolwiek Kupidyn możemy stworzyć.
-To dobrze?- Zapytał Chris
- Jak najbardziej- przytaknął mężczyzna - Są związki, która mimo naszej ingerencji i tak się staną. Twoi rodzice na przykład.
-Pozostanie pytanie co teraz - w końcu odezwał się Wyatt.
- Leo co miałeś na myśli mówiąc, że Harry jest nam potrzebny - Henry ciągle nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
- Nasza magia jest inna niż jego a...- zaczął.
-Tata zabrał mnie w przyszłość - wtrącił się Wyatt, patrząc Harremu prosto w oczy- Skarbie wygląda na to że...
- Nasza i wasza magia się połączą- zrozumiał nagle Oliver.
- Pierwszy raz od czasu Merlina - dodał Leo.
- Czyli?- Zapytały siostry razem.
- Mamo nie musisz się martwić o wnuki - Wyatt nie wiedział jak to powiedzieć zwłaszcza tak zaatakowany przez rodzinę. Harry po prostu siedział spokojnie. Te wszystkie rzeczy jakie już mu się zdarzyły jako dziecku, teraz po latach nie wydawały się wcale takie dziwne czy złe.
- A kto będzie mamusią? - Chris miał niezły ubaw, ale w sumie to się cieszył, że bratu się układa, dla niego też będzie jeszcze czas i nadzieja.
- Nie rozmawiajmy o tym - Pheobe przerwała tą rozmowę zanim Harry spalił się z zażenowania. Wyatt był jej bardzo wdzięczny, bo i jemu też zaczęło robić się dość dziwnie.
-Tak - uśmiechnął się do ciotki.
-Nie wiedziałem, że jesteś Nosicielem - George w sumie nie powinno go to dziwić, bo przecież kto jak kto, ale Harry mógł nim być.
- Kim? - Chłopak w końcu popatrzył na starego przyjaciela.
- Mężczyzną, który bez żadnych eliksirów czy zaklęć może zajść w ciążę, było kilku takich w historii – wyjaśnił wszystkim.
- No tak - westchnął Harry, ale uśmiechnął się, może wszystko jednak będzie dobrze.
-To piękna rzecz przynajmniej u nas- stwierdzi| O|iver
- Więc musimy połączyć siły - Piper była w bojowym nastroju - Ten cały... jak mu tam... nie dostanie Harrego, ani nikogo z mojej rodziny.
- Więc zawiadomimy resztę - George wstał - Kochanie zrobisz to? Chcę jeszcze porozmawiać z Harrym - pocałował Olivera.
- Oczywiście, że tak - zniknął z cichym trzaskiem.
- Szkoła Magii - Pheobe podeszła do Paige - Chris?
- Jasne - podszedł do ciotek i zniknęli.
- Porozmawiam ze starszymi - Leo też zniknął
- Chłopcy, pomożecie w kuchni - Piper zwróciła się do Coopa i Henrego .wyprowadzając ich z salonu. Zostali już tylko we trójkę. Wyatt wiedział,  że on i Harry muszą porozmawiać, ale bał się tego. To co powiedział może brzmieć jakby trzymał go wbrew woli. To jednak rozmowa na później. Teraz musiał mieć oko na rudego mężczyznę.
-Jak tam Teddy?- Harry uśmiechał się do przyjaciela.
- Dobrze. Wszyscy mamy się dobrze... Znaczy nie do końca, Draco... chyba nie żyje.
- Jak?- Przełknął ślinę.
- Fred szuka go już od miesiąca. Może po prostu się ukrywa.
- Mam nadzieje, że nic mu nie jest - nie chciał już rozmawiać o śmierci- Powiedz mi coś dobrego. Wszystkie dobre wiadomości - Harry patrzył na Georga prosząco.
- Mam wiele takich historii - uśmiechnął się - Więc.....

środa, 28 listopada 2012

Rozdział 19


Tej nocy Harry długo jeszcze nie mógł zasnąć i zastanawiał się co zrobić.
Prawda była taka, że czasem tęsknił za dawnymi przyjaciółmi, w każdym razie tymi, którzy w niego wierzyli. Choć nie zostało ich wielu, zwłaszcza po jego ucieczce. Obawiał się też trochę, że jest to pułapka, więc może powinien poprosić jeszcze Leo żeby im towarzyszył... chociaż z drugiej strony nie chciał wyjść na tchórza.
Ciało za nim poruszyło się nieznacznie przyciągając go jeszcze bliżej.
-Kochanie czemu nie śpisz?- Zapytał zaspany Wyatt.
-Po prostu..- odwrócił się do niego- Nie wiem co jutro zrobić.
-A co byś chciał?- mężczyzna nie mógł się powstrzymać, żeby nie pogłaskać go po policzku, uwielbiał to robić.
-Tęsknie za nimi... ale odcinając się od dawnego życia podjąłem decyzję żeby chronić siebie i ich.
-I jestem pewny, że o tym wiedzą- uśmiechnął się do niego chociaż w pokoju było tak ciemno, że Harry tego nie dostrzegł.
-Tak...- westchnął i ziewnął- pójdziesz ze mną?
-Skarbie jak możesz nawet pytać- pocałował go delikatnie - Nawet gdybyś mi zabronił i tak bym poszedł.
-Dziękuję ci- Harry pocałował go w policzek i w końcu zamknął oczy.
-Malutki, nic ci się nie stanie, nie przy mnie - szepnął jeszcze Wyatt i on też zasnął.

Rano Wyatta obudził głośny huk, gdy tylko otworzył oczy, spojrzał w zdziwione i trochę przestraszone zielone ślepka ukochanego.
-Co się dzieje?- Zapytał Harrego.
-Nie wiem- odpowiedział cicho- Obudziłem się i coś już strzelało... ale nikt nic nie mówił...
-Może to Mel robi eliksiry- Wyatt położył Harrego na poduszce i zawisł nad nim - Mogę?- Zapytał.
-Proszę - Harry patrzył na niego wielkimi oczami, bardzo uważnie.
-Pamiętaj nie bój się nic ci nie zrobię - polizał go w szyję.
-Wiem- uśmiechnął się i zarzucił jedną rękę na szyję mężczyzny. Druga bardzo nieśmiało wkradała się pod koszulkę Wyatta. Ten uśmiechał się i całował szyję i ramiona chłopca. Miał nadzieję, że chociaż chwilę uda mu się rozproszyć uwagę ukochanego. Mimo, że on sam zastanawiał się co dzieje się na górze.
Nie zaprzestawał jednak delikatnych pieszczot, tym bardziej, że Harry również coraz śmielej zaczął poczynać sobie z jego klatką piersiową i brzuchem. Palce poruszały się  coraz szybciej, a ucisk robił się z każdą chwilą coraz mocniejszy.
-Uwaga!!- Krzyknął nagle kuzyn Wyatta Henry, wpadając jak bomba do pokoju.
-Hej tu się puka!- Mężczyzna był wściekły, ale zanim wstał zasłonił sobą Harrego.
-Wiem, wybacz, ale nie kontroluję tego- uśmiechnął się głupio nastolatek- To jest ten twój James?
-Tak- Wyatt był coraz bardziej zły, ale rumieńce na buzi Harrego skutecznie go rozczuliły- James, to jest syn cioci Paige, wy chyba jeszcze się nie znacie.
-Nie- Harry wstał w końcu z łóżka, a Wyatt przez chwilę zastanawiał się skąd ten ma na sobie ubranie- Miło mi.
-I mi również - Henry uśmiechał się do niego- Wybaczcie jeszcze raz, ale ja tej lewitacji nie mogę ogarnąć.
-Lewitujesz?- Zapytał zdziwiony Wyatt.
-Od dzisiaj - przyznał Henry, a Harry umknął im do łazienki, gdzie ze zdziwieniem stwierdził, że jego penis jest na wpół sztywny. Owszem Wyatt już raz doprowadził go do orgazmu, ale przecież dziś nie robili nic szczególnego, nawet on zdawał sobie z tego sprawę.
Jego ciało zaczęło bardzo dziwnie reagować, nie mniej było to bardzo przyjemne. Rozebrał się i wszedł pod chłodny prysznic. Zapowiadał się gorący dzień, a jego emocje jeszcze do końca nie opadły.
Nawet nie zorientował się kiedy Wyatt zmaterializował się w pomieszczeniu. Dopiero delikatny stukot w ściankę prysznica przywołał go do rzeczywistości.
-Wyatt- ucieszył się, ale zdał sobie sprawę z tego, że jest nagi i nagle bardzo się zawstydził. Co innego romantyczna sceneria i przygaszone światło, a co innego poranny prysznic.
-Spokojnie skarbie - roześmiał się mężczyzna - Nie wejdę tam, chcę cię tylko pospieszyć, bo i ja muszę skorzystać, a chyba trochę zaspaliśmy- mimo swoich słów Wyatt głośno przełknął ślinę i zamknął oczy. Najchętniej wszedłby za chłopakiem do kabiny, ale nawet sama myśl o tym wydawała się czymś nieodpowiednim, zwłaszcza gdy Harry ma tyle problemów. Jest cierpliwy i zaczeka, miał tylko nadzieje, że nie długo, bo sam już nie potrafił tak dobrze się zaspokoić jak kiedyś.
-Już- Harry stał teraz przed nim opatulony ręcznikiem z ogromnym uśmiechem na ustach, uniósł się na palcach i pocałował go w policzek- Zrobię nam śniadanie.
-Dobrze kochanie- mężczyzna trzymał ręce przy sobie, tak dla pewności. Gdy chłopak tylko wyszedł, Wyatt w tym co stał wszedł pod zimny prysznic.

W kuchni była Piper, ale na szczęście zbierała się do wyjścia.
-Cześć James- uśmiechnęła się do niego kobieta.
-Dzień dobry- odwzajemnił uśmiech.
-Mam nadzieje, że te wybuchy was nie obudziły, moja siostra postanowiła zrobić kilka eliksirów, ale jakoś nie mogła się skupić i wszystko zniszczyła.
-Nic nie szkodzi- zaczął z wprawą robić omlety.
-Wyatt ma duże szczęście - powiedziała i ucałowała go w policzek.
-To ja mam szczęście- szepnął i starł ukradkiem łzę, która samotnie spłynęła po jego policzku, gdy kobieta wyszła.
Uśmiechnął się po chwili i podśpiewując kończył robić śniadanie.
-Pięknie pachnie- Wyatt wszedł do kuchni po kilku minutach.
-Dziękuję- postawił na stole talerze - Trochę się denerwuję.
-Przecież to twoi przyjaciele skarbie- mężczyzna nie rozumiał.
-Tak, ale....no nic będziesz ze mną i będzie wszystko dobrze- zmienił temat.
-Tak będzie- uśmiechnąl się mężczyzna- Harry tak sobie pomyślałem, że może... w następny weekend wybierzemy się do domku mojego wujka do lasu... za miasto.
-Bardzo chętnie- podszedł do mężczyzny i przytulił się- idę po różdżkę, musimy już wyjść.
-Oczywiście- dopił jeszcze kawę i przeniósł się na strych po eliksiry dla ochrony.

Im bliżej plaży, tym Harry stawał się coraz bardziej blady i milczący. Wyatt uparł się, żeby pojechać samochodem, ale chłopiec w sumie wcale się nie opierał. Cały czas trzymali się za ręce.
-Kochanie będzie dobrze, obiecuje ci- Wyatt martwił się o ukochanego, bo nie wyglądał najlepiej.
-Tak tylko mnie pocałuj- wyszeptał Harry, gdy stali przy samochodzie, nie czekając na reakcje mężczyzny sam wbił się w jego usta. Nie był to jednak namiętny pocałunek, jaki chciałby dostać Wyatt, tylko pełen potrzeby i prośby.
-Już kochanie,  spokojnie - objął go, gdy tylko oderwali się od siebie z powodu braku powietrza.
-Tak, chcę mieć to za sobą- westchnął, ale nie poruszył się. Już widział znajomą rudą głowę i drugą, której jakby się nie spodziewał. Mimo to jednak dzięki Oliverowi trochę się uśmiechnął, z jakiegoś powodu starszy mężczyzna zawsze go uspokajał, chociaż tak dawno go nie widział.
-Ha... James!!!- Pierwszy zobaczył go Geroge, który zaczął biec ku nim. Harry nie potrafił się jednak rozluźnić i gdyby nie obecność Wyatta pewnie od razu by stamtąd uciekł.
-Haj George - powiedział słabym głosem, gdy ten stanął przed nimi, nie wiedząc czy może go objąć. 
Łypał też groźnie na Wyatta.
-Wyrosłeś - odezwał się Oliver pierwszy przełamując lody i przytulając do siebie Harrego.
-Wcale - zarumienił się chłopak, na  co Wyatt na powrót przyciągnął go do siebie, patrząc wściekle na mężczyznę naprzeciw niego.
-No może nie wyrosłeś - zgodził się Geroge i też przytulił młodszego przyjaciela - A to kto?
-To Wyatt, jest Czarodziejem...
-I chłopakiem Harrego- wszedł mu w słowo jasnowłosy mężczyzna wyraźnie zaznaczając swój teren. Przecież ich nie znał i mógł się obawiać.
-Tak... - Harry uśmiechnął się do niego i wziął za rękę- Ale....
-Mamy tyle do nadrobienia - wszedł mu w słowo Geroge- Ale nie dziś... spotkamy się jeszcze mam nadzieje... i być może kiedyś będzie bezpiecznie, żebyś wrócił wszyscy za tobą tęsknią.
-Ja za wami też - Harry bardzo cieszył się, że ktoś jeszcze tam o nim myśli.
-Nie mamy jednak dużo czasu- Oliver nie chciał im przerywać, ale musiał- Harry musisz być bardziej uważny... używałeś magii i ktoś to zmonitorował. To jednak można było zmanipulować. Niestety... Ron zobaczył cię wczoraj... Dumbledore już wie gdzie jesteś...- Harry zbladł i niemal osunął się na ziemię. Tylko Wyatt go przed tym powstrzymał i wziął na ręce.
-Obronimy go tu- odezwał się mężczyzna.
-Chcemy wam pomóc- Geroge bardzo cieszy| się że Harry ma kogoś takiego w swoim życiu- Pstaramy się zmylić trop jakoś
-Chodźcie z nami do domu, mama i tata jakoś... spróbujemy...
-Nie - Harry wszedł mu w słowo- Twoja rodzina nie będzie się narażać.
-Skarbie... musimy cię chronić, jesteś jednym z nas... proszę cię.
-Wyatt ma rację - Oliver uśmiechnął się do Harrego - Luna mówiła, że mieszkasz u Czarodziejek.
-Tak- odpowiedział ostrożnie chłopak.
-Mogą być jedyną szansą na pokonanie Dumbledora - Wood próbował przemówić mu do rozsądku.
-Ale....- Harry nadal chciał się kłócić.
-Kochanie, twój przyjaciel ma rację, chodźmy już. Musisz dać sobie pomóc – miał nadzieje, że to w końcu to go przekona.
-Dobrze - poddał się po chwili ciszy i zbliżył usta do ucha mężczyzny- możemy pojechać w ten weekend?
-Cokolwiek zechcesz - pocałował go w policzek- Zapraszam- zwrócił się do Anglików i wskazał samochód.
-Tym?- George spojrzał na maszynę z niedowierzaniem.
-Tak- Harry roześmiał się w końcu - I w drodze opowiesz mi wszystko.
-Jasne, że tak- Oliver objął Georga i poprowadził go do mugolskiego samochodu, on już trochę to znał i nie obwiał się aż tak bardzo.

piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 18


Mężczyzna deportował się z klubu wprost do jasnej przestronnej Sali, w której zgromadzonych było około 100 osób, z niecierpliwością czekających na jego powrót. W końcu czuł się jak bohater którym powinien być dawno, gdyby nie Potter.
Na dodatek ten mały idiota im uciekł i minęło sporo czasu, nim zrobił się na tyle nieostrożny, by mogli go namierzyć. I to właśnie on miał dla Zakonu dobre wieści.
-Panie Wesley jak się mają sprawy w Ameryce?- Odezwał się Dumbledore ze swojego miejsca na wysokim krześle.
-Tak- podszedł do niego z uśmiechem- Potter w końcu się ujawnił. Widać zaczął się tam czuć dobrze.. może aż za dobrze.
-Czyli?- Zapytała Hermiona.
-Znalazł sobie jakiegoś obrońcę z bożej łaski. Znów pewnie sprzedał komuś historyjkę jaki on jest nieszczęśliwy i biedny- Ron splunął- Ale skoro ktoś dał się nabrać na tą starą opowiastkę, to widać nie jest zbyt rozgarnięty- wzruszył ramionami.
-Problem polega na tym, że o ile znamy Pottera nie jest to jugol - znów zabrał głos Dumbledore- Już rozmawiałem z tamtejszym ministrem, ale on niczego nie wie... chyba że...
-Że?- Podjęła Molly.
-W Ameryce są jeszcze Wiccat... Potter musiałby mieć jednak niesamowite szczęście by ich znaleźć.
-Co prawdopodobnie się stało- odezwał się Nevile Longbotom- Czy możemy coś z tym zrobić?
-Oczywiście- Albus uśmiechnął się do niego- To jednak będzie wymagało niestety trochę czasu.
-Całe szczęście, że jesteśmy już blisko- Atrur zatarł ręce - Nie zamierzam raz jeszcze narażać mojej rodziny.
-To nie będzie konieczne - Dumbledore tym właśnie zakończył spotkanie i wyszedł z sali. Zostawiając zebranych na dyskusjach pełnych nienawiści. A on właśnie tego sobie życzył. Wszystko układało się we wspaniały plan a to była tylko jego zasługa.

Neville wraz z Gerogem Wersleyem wrócili do domu, który młodszy mężczyzna dzielił wraz z żoną i dziećmi.
-Harry się znalazł - oznajmił małej grupce zebranych.
-Gdzie?- Zapytała Angelina, narzeczona Freda.
-Ameryka, ale Ron nie powiedział nic więcej- George usiadł na kolanach Olivera- Musimy się do niego dostać... A i wspominali coś o Wiccat- przypomniał sobie po chwili.
-Więc mamy szczęście - Luna klasnęła w dłonie - Znam kogoś z tej społeczności... Co prawda dawno się nie kontaktowałam, ale znał mamę dość dobrze, warto chyba spróbować.
-Zrób to- Neville pocałował żonę w policzek- musimy szybko go znaleźć. I kto się do niego uda... nie możemy tak wszyscy.
-My- odezwał się Oliver- Ja jestem na tyle neutralny, że może mnie wysłucha no i.... mam jeszcze inne powody- spojrzał na swojego chłopaka ale nic nie dodał.
-To próbuję - Luna wstała i przeszła na środek pokoju- Leo!!- Krzyknęła i w tym samym momencie pojawiło się biało światło.
-Luna?- Zdziwił się patrząc po pozostałych- Czy wszystko dobrze?
-Tak... Chcę cię tylko o coś zapytać- uśmiechnęła się do niego. Czy wiesz o kimś kto nazywa się Harry Potter?
-Luna- westchnął Leo- Nie mogę...
-Musisz znaleźli go- tupnęła nogą.
-W takim wypadku. Tak Harry jest pod naszą opieką... muszę was przeprosić. Tylko... on nie chce.
-Wiemy- odezwał się Neville - Ktoś jednak musi z nim porozmawiać- dziwni znajomi żony już dawno przestali go zaskakiwać, a ten był jeszcze bardzo pomocny.
-Macie wolną rękę... jeśli Harry będzie chciał oczywiście, że możecie się z nim spotkać – zniknął.
-Kto to był?- Zapytał w końcu Fred.
-Leo.. jest Duchem Światłości... jakby aniołem stróżem... moja mama i on poznali się, gdy była jeszcze w szkole, Leo jest mężem jednej z Czarodziejek. Jeśli Harry jest pod ich opieką, to mamy szczęście. Na pewno go ochronią.
-Mimo to spróbuję się z nim spotkać- George wstał - Mam nadzieje, że nam się to uda.
-Tak- uśmiechnął się do niego Oliver- Ang możesz spróbować go namierzyć?
-Skoro tamtym się udało - uśmiechnęła się.
-Zaczął używać magii- powiedział Neville.
-Zabieram się do roboty- wstała i przeszła przez kominek, a Fred poszedł za nią.

Wyatt przyglądał się Harremu tańczącego z jego siostrą. Chłopak ruszał się wspaniale. Czuł się trochę zazdrosny, ale czekał spokojnie. Przecież nie będzie robił sceny, tym bardziej, że taniec nie był prowokacyjny. To on za dużo sobie wyobrażał. Za każdym razem, gdy patrzył na kształtny tyłeczek ukochanego jego penis budził się do życia. Nie mógł jednak go tym obarczać. Było za wcześnie. Przecież nie złapie go za rękę i przeniesie do sypialni. Zamknął na chwilę oczy, żeby pomyśleć.
-Wyatt!- Usłyszał obok głos kuzynki.
-Co?-  Był zły i poczuł się zmęczony z jakiegoś dziwnego powodu.
-Chyba musisz tam iść- wskazała na parkiet. Harry i Mel ciągle ze sobą tańczyli, ale za chłopakiem pojawił się jakiś osiłek, który raz za razem próbował objąć Harrego. Ten zaczął wyglądać coraz bardziej blado. Nie wiele myśląc wstał i w niemal do nich podbiegł.
-Jakiś problem?- Zapytał osiłka.
-Czekaj na swoją kolej- warknął do niego- Zobaczyłem go pierwszy
-Jesteś pewny?- Zapytał Wyatt unosząc brew- Skarbie, chodźmy już jest późno- objął Harrego zaborczo i pocałował namiętnie.
-Tak jestem zmęczony- przytulił się do niego i nie patrzył na osiłka, który jednak nie zamierzał odpuścić. Na szczęście Mel odeszła, trzymała się jednak z kuzynkami na tyle blisko, by w razie czego pomóc.
-Daj spokój malutki- osiłek dotknął pleców Harrego- Co może ci dać ten wymoczek?
-Zostaw go!- Wyatt krzyknął i ziemia się zadrżała. Ludzie na szczęście stwierdzili, że jest to tylko trzęsienie ziemi.
-Bo co mi zrobisz?- Nieświadomy niczego mężczyzna był gotowy do walki. Wyatt zasłonił Harrego własnym ciałem. Wiedział, że ukochany był bliski paniki. Nie do końca jeszcze się otworzył. A teraz wszystkie złe wspomnienia wracały.
-Wiele rzeczy- syknął Wyatt- Na początek może...
-Chcę już iść - usłyszał cichy szept Harrego- Proszę - złapał go za rękę.
-Oczywiście kochanie - objął go w pasie - Masz szczęście - syknął raz jeszcze do osiłka i odszedł do dziewczyn.
-My też wracamy- stwierdziła Penny, a reszta pokiwała głowami- Mel?- Zwróciła się do kuzynki.
-Z przyjemnością, tu zaczyna się robić nieciekawie - dziewczyny wzięły się za ręce i wyszły z klubu z podniesionymi głowami. Wyatt uśmiechnął się lekko. I znów zwrócił uwagę na ukochanego- Harry wszystko dobrze?
- Lepiej- odpowiedział cicho, ale się trząsł i przywarł do niego całym ciałem - Chcę wracać.
-Oczywiście, że wracamy- pocałował czule w policzek i wyprowadził ukochanego z klubu. Gdy znaleźli się na pustej ulicy podniósł go i przeniósł do domu.
-Zimno mi - przyznał Harry, nie odsuwając się od mężczyzny.
-Przygotuję ci więc ciepłą kąpiel, co ty na to?- Zapytał Wyatt delikatnie.
-Bardzo chętnie - Harry w końcu się uśmiechnął i nagle coś zaczęło się dobijać do ich okna- To sowa?- Zdziwił się chłopak.
-Sowa?- Nie zrozumiał mężczyzna.
-Tak przesyłamy sobie listy- wyjaśnił Harry podchodząc do okna i otwierając je - ale jak? - Ptak wleciał do pokoju i usiadł na łóżku wyciągając nóżkę w stronę Harrego.
-To chyba do ciebie - szepnął równie zdziwiony Wyatt.
-Tak- Harry ostrożnie zabrał zawiniątko i ptak wyleciał pohukując cicho. Chłopak podszedł do ukochanego i w końcu rozwinął list.

                                      Harry
  Mamy nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Mimo że nie mamy od
  Ciebie żadnych wiadomości.
  Piszemy do Ciebie, aby Cię ostrzec. Dumb jakoś dowiedział się gdzie jesteś.
  Harry za dwa dni Oliver i Geroge będą chcieli się z Tobą zobaczyć.
  Jeśli i Ty tego chcesz, będą na plaży w Twoim mieście.



                                                                   Zawsze kochający i pamiętający
            
                                                                                     Neville i Luna



-Wyatt?- Odezwał się w końcu Harry.
-Cokolwiek postanowisz będę z tobą- pocałował go, ale nic więcej nie powiedział. To musi być jego decyzja- Zrobię ci tą kąpiel, ciągle drżysz.
-Wykąpiesz się ze mną?- Zapytał rumieniąc się lekko.
-Z największą przyjemnością- uśmiechnął się- Ale...
-Po prostu bądź obok- szepnął i wziął go za rękę by poprowadzić do łazienki.

wtorek, 20 listopada 2012

Rozdział 17


Następnego ranka gdy Wyatt się obudził chciał przyciągnąć do siebie drobne ciało ukochanego. Tylko, że jego ręka natrafiła na zimne prześcieradło.
Otworzył wystraszony oczy. Harry powinien tu być. Nie słyszał nawet prysznica w łazience. Ubrania które zostawił wczoraj na krześle zniknęły i zaczął panikować. Wbrew rozsądkowi. Wstał szybko i mimo tego, że zaczęło mu się kręcić w głowie wybiegł z pokoju gotowy do ataku tego co spotka na zewnątrz.
Zbiegł na dół i gdy usłyszał głosy w kuchni, udał się tam pospiesznie. Tata, Chris i James siedzieli przy stole i żartowali.
-Wyatt- jego brat zobaczył go pierwszy- Ja wiem, że w domu w tej chwili nie ma żadnej kobiety, ale czy mógłbyś nie świecić golizną- na te słowa tata i James odwrócili się w jego stronę. Ojciec nie powiedział nic za to James uśmiechnął się do niego i zarumienił lekko.
-Tak...bo...- mężczyzna nie bardzo wiedział jak się zachować- Nie było cię - powiedział patrząc na wciąż rumieniącego się chłopca.
-Obudziłem się i byłem głodny- powiedział w końcu, odwracając wzrok od jego niemal nagiego ciała.
-Następnym razem obudź mnie - podszedł do Jamesa i objął go w końcu czując ulgę oblewającą jego spięte ciało jak balsam.
-Dobrze- przytaknął i wspiął się na palcach, by pocałować go w policzek.
-Wyatt idź się ubrać - w drzwiach kuchni pojawiła się Piper.
-Już idę mamo- odpowiedział,  ale nie ruszył się z miejsca, nim nie pocałował delikatnie Jamesa. Dopiero po tym przeniósł się do siebie i Chris wybuchnął śmiechem.
-Kurcze, ale go wzięło - odstawił kubek - Mi nigdy tak nie odbije.
-Zobaczymy- Piper usiadła mężowi na kolanach- James za 40 minut chcę wyjechać. Zdążysz?
-Oczywiście, że tak- uśmiechnął się do niej i wyszedł z kuchni.

Wszedł do sypialni nawet nie pukając. I musiał raz jeszcze się zarumienić. Tym razem zrobił się czerwony jak burak. Bo mimo, że wczoraj pokonał w dużym stopniu swoją nieśmiałość i złe wspomnienia to nie był przygotowany na widok nabrzmiałego członka mężczyzny.
-Przepraszam- wyszeptał i zamknął za sobą szybko drzwi. Oparł się o ścianę i zamknął oczy oddychając głęboko.
-Harry- Wyatt położył mu dłoń na ramieniu, a ten zadrżał i otworzył oczy- Przepraszam, powinienem był przebrać się w łazience.
-Nie szkodzi, to twój pokój- powiedział wciąż nie mógł powstrzymać rumieńca.
-Nasz skarbie- blondyn odgarnął mu włosy z czoła- Denerwujesz się?
-Troszkę- przyznał i przytulił się do niego.
-Na pewno dasz sobie radę- wyszeptał mu do ucha- A ten klub?
-Obiecałem twojej siostrze- odpowiedział w końcu wyplątując się z ramion mężczyzny i wchodząc do pokoju.
                    Dobrze, ale pamiętaj w razie kłopotów masz dać mi znać- wszedł za Harrym i stanął w drzwiach zakładając ręce na piersi.
Wiesz, że to zrobię - uśmiechnął się do niego - Może ta być?- Zapytał pokazując błękitną koszulę.
- Tak- westchnął- Najchętniej zamknąłbym cię w tym pokoju i chronił od wszystkiego- podszedł do niego i wziął w ramiona.
- Ale nie możesz- roześmiał się i wtulił w ciepłe ciało ukochanego
- Wyatt wiesz ja... powoli chyba zaczynam cię kochać.
Ja kocham cię do pierwszego wejrzenia - złożył na jego ustach ciepły pocałunek i w końcu wypuścił z objęć - Powalił ich wszystkich
- Tak zrobię - posłał mu jeszcze jeden uśmiech i w końcu zszedł na dół. Potrzebowa} tej pracy
Musi przecież zacząć się odpłacać tej rodzinie za wszystko co dla niego zrobiła.

Mimo tego, że  restauracja należała do Piper wcale nie miał lekko. Przez chwilę bał się nawet, że nic z tego nie będzie. Podziwiał jednak kobietę za profesjonalizm. Nie zdobył może wymarzonego stanowiska, ale na szczęście mógł być w kuchni, co oznaczało, że z czasem uda mu się wykazać swoimi umiejętnościami. Na razie zadowoli się tylko krojeniem potrzebnych produktów.
Od razu też musiał rzucić się w wir pracy, bo Piper była bardzo wymagającą szefową. Nie narzekał jednak tylko wykonywał wszystkie polecenia z uśmiechem na twarzy i już przed końcem dnia stal się ulubieńcem całej zmiany.
-No myślę, że na dziś koniec- powiedziała Piper  tuż przed czwartą- Wrócisz sam?
-Tak – uśmiechnął się do niej – Dziękuję bardzo.
-Nie ma za co kochanie ważne, że jesteś szczęśliwy i uszczęśliwiasz mojego syna- odwzajemniła uśmiech i  wyszła z kuchni.

James wrócił do pustego domu. Był zadowolony, że na chwilę zostanie sam. Musiał przegotować się do wyjścia do klubu. Chociaż nie mia| na to zbytniej ochoty.
Relaksował się w wannie już od kilku minut, gdy usłyszał otwieranie drzwi do sypialni.
-Wyatt? James?- To była Mel- Jest tam ktoś?
-Tak jestem!- Odkrzyknął - Zaczekaj chwilę - z jękiem niezadowolenia wyszedł z ciepłej wody. Szczelnie owinął się dwoma ręcznikami i stanąl w drzwiach łazienki.
-O super- ucieszyła się dziewczyna gdy tylko go zobaczyła- Jesteś sam?
-Tak- uśmiechnął się.
- Nie chcesz iść prawda?- Zapytała.
- To nie chodzi o to, po prostu nie lubię tłumów, ale już obiecałem i
będzie na pewno dobra zabawa.
-Jesteś świetny- podbiegła do niego i uściskała- Dziewczyny przyjdą o 7 – i po tych słowach wyszła z pokoju zostawiając Harrego na środku pomieszczenia wciąż jeszcze przetwarzał usłyszaną informacje. Spojrzał na zegarek. Miał jeszcze dużo czasu i nagle zapragnął widzieć się z Wyattem. Szybko jednak stłumił w sobie to pragnienie. Przecież nie jest od niego zależny no i nie chce mu w niczym przeszkadzać.
Podszedł więc do szafy, żeby wybrać jakieś ubranie. Nie miał zamiaru jakoś specjalnie się stroić, ale z drugiej strony chciałby dobrze wypaść przed kuzynkami Wyatta.
W końcu wybrał ciemne jeansy i koszulę. Wyglądał normalnie, no przynajmniej Według niego.
-Świetnie wyglądasz- Mel stanęła w drzwiach za nią stała Prue i Penny obie kiwały głowami z aprobatą.
-Normalnie- zarumienił się i zmieszał.
-Sam siebie nie doceniasz. Gdzie Wyatt?- Zapytała.
-Nie widziałem go od rana.
-Chodźmy już - zaczęła Prue- Wyatt na pewno został w Szkole i zaczytał się w jakimś starym tekście.
-Tak to pewne - przytaknęła jej siostra.
-Wiem, że nic mu nie jest- James uśmiechnął się lekko, nie chciał pokazać jak bardzo tęskni za mężczyzną- Chodźmy- zarządził ze śmiechem i wymaszerował z sypialni, a dziewczyny chichocząc poszły za nim.

Harry odetchnął z ulgą gdy zobaczył do jakiego klubu zaciągnęły do dziewczyny. Było to miejsce dla nastolatków, więc nie spodziewał się żadnych kłopotów. Niestety już od progu ze smutkiem stwierdził, że bardzo się pomylił, bo kilku chłopaków niemal zjadało go wzrokiem. Penny zobaczyła jego minę i z uśmiechem wsunęła rękę do jego dłoni i uśmiechnęła się do niego ciepło. Harry odetchnął z ulgą.
-Wyatt kazał nam cię bronić- szepnęła mu do ucha, pociągnęła go na kanapę - A ty  masz bronić nas.
-Tak już lepiej - znów się rozpromienił - Chcecie coś do picia?
-Sok- odpowiedziały wszystkie trzy.
-Już się robi- zasalutował im i odszedł do baru. Nie wiedział, że intensywnie obserwują go dwie pary oczu. Jedne z uśmiechem, dumą i pożądaniem, a drugie patrzyły na niego jak na zwierzynę łowną.
Wyatt poczuł, że coś jest nie tak i postanowił wyjść z cienia.
-Cześć dziewczyny- dosiadł się do siostry i kuzynek.
-A co ty tu robisz?- Mel była zła na brata.
-James- powiedział i to miało uciąć rozmowę, zresztą chłopak wracał już, a gdy zobaczył mężczyznę rozpromienił się- cześć skarbie- Wyatt wziął od Harrego szklanki.
-Co tu robisz?- Zapytał trochę zdziwiony, ale kamień spadł mu z serca. Tęsknił po prostu za swoim chłopakiem.
-Wiem, że to miało być wasze wyjście, ale pomyślałem sobie, że jednak do was dołączę, chcę dziś świętować twój pierwszy dzień w pracy.
-Bardzo się cieszę- Harry z dużą śmiałością wdrapał mu się na kolana i położył głowę na jego piersi. Nie zwracał już uwagi na nic innego. Wyatt też się uspokoił i zrelaksował, mając ukochanego w ramionach. Ale para ciemnych oczu zwęziła się niebezpiecznie i zniknęła w mroku z cichym charakterystycznym trzaskiem.